BANIALUKI

by
Ania & Luki

Historie Couchsurferów #1 – Aidos z Kazachstanu

0
Podziel się

Aidos z Kazachstanu - gramy w planszówki!

W nowej serii wpisów chcielibyśmy przedstawić Wam historie Couchsurferów, których przyjmujemy w naszym domu 🙂 Po pierwsze – sami nie chcemy zapomnieć o tym, jak fascynujących ludzi spotykamy na naszej drodze. Po drugie – być może zachęci to kogoś z Was do przyjmowania podróżników pod swój dach. Na pierwszy ogień idzie nasz ostatni gość, czyli Aidos z Kazachstanu.

Jeszcze podczas naszej wyprawy rowerowej z Warszawy na Sardynię, z której wróciliśmy w październiku, ustaliliśmy nowe zasady przyjmowania podróżników (nie tylko Couchsurferów) w naszym skromnym domostwie. Wcześniej przyjmowaliśmy gości średnio raz w miesiącu. Zdarzały się miesiące, gdzie zapytań nie było tak wiele, a potem nagle w grudniu po południu zasypywała nas lawina wiadomości. Wyprawa rzuciła zupełnie nowe światło na Couchsurfing. Gdy byliśmy w trasie, akceptacja od Couchsurfera, szczególnie po kilku nocach przespanych na dziko i byle gdzie, wywoływała w nas ekstazę. Gdy zostawaliśmy u kogoś więcej niż jedną noc, na przykład w Budapeszcie, Zagrzebiu, Puli, Trieście czy Wenecji, czuliśmy się przez chwilę jak u siebie. Uzupełnialiśmy pokłady energii, mieliśmy nowych kompanów do rozmowy, głowy otwierały się szerzej. To zawsze jest super.

Nauczeni doświadczeniem postanowiliśmy, że zasada numer jeden brzmi: przyjąć każdego, kto jest w długiej podróży. A że wiadomości dostajemy ostatnio co niemiara (nawet 10 dziennie), realizacja postanowienia jest dość trudna i nie zawsze starcza miejsca dla wszystkich. Mimo to pierwszeństwo zawsze mają i będą mieli podróżnicy z serwisu www.warmshowers.org, takiego Couchsurfingu dla rowerzystów na długich wyprawach. Jeśli chodzi o samych Couchsurferów, pierwszeństwo mają Ci w podróży dookoła świata rowerem lub autostopem.

Miesiąc po powrocie oznacza dla nas przyjmowanie gości prawie bez przerwy. Czasem czuję, jakbym prowadziła hostel. Na przemian nawlekam poszewki na poduszki i nastawiam pranie. Bo pamiętam jak cudownie się czułam, gdy ktoś oferował nam pościelone łóżko z pachnącą pościelą. Jak w domu. Chcę, żeby każdy czuł się u nas tak samo dobrze.

Zgodnie z naszym nowym kodeksem postępowania, nie wahaliśmy się ani chwili, gdy napisał do nas Aidos z Kazachstanu, który wyruszył niedawno w roczną podróż dookoła świata autostopem. W przypadku takich podróżników trzeba być elastycznym – może się zdarzyć, że przyjadą dzień wcześniej lub dzień później, bo nigdy nie wiadomo, czy uda się złapać stopa zgodnie z planem. Dlatego nie zdziwiłam się, gdy Aidos napisał, że postara się przyjechać do nas we środę, ale utknął nocą w Białej Podlaskiej i zapukał do naszych drzwi we czwartek koło 10. Wstyd się przyznać, ale przywitaliśmy go rozmemłani i w piżamach. Tłumaczymy sobie, że ciągle odsypiamy wyprawę 🙂

Time to say goodbyeW sumie dobrze się złożyło, że byliśmy jeszcze przed śniadaniem, tak samo jak Aidos. Rano szybciutko złożył on swój miniaturowy namiot, rozstawiony gdzieś nad rzeką w Białej Podlaskiej i poszedł łapać stopa na Warszawę. Nie spało mu się chyba zbyt dobrze, mówił, że obudziły go bobry. Jak dla mnie w październiku jest za zimno na namiot. Na szczęście Aidos zaprezentował nam swój super ciepły i gruby śpiwór alpinisty i rozwiał nasze wątpliwości. Zjedliśmy razem śniadanie i zamieniliśmy się w słuch.

Aidos pochodzi z miasta Karaganda, położonego na południe od stolicy kraju, Astany. Mówi lepiej po rosyjsku niż po kazachsku. W Karagandzie prowadzi swój biznes, ale niedawno zdecydował się go zostawić na rok pod opieką swojego przyjaciela i wyruszyć w roczną podróż autostopem dookoła świata. Przyjaciele doradzili mu, by założył bloga i opisywał na nim swoją wyprawę dzień po dniu. Bez większych problemów przejechał już Kazachstan, Rosję i Białoruś. Tam na stopa czekał nie więcej niż 15 minut. W Polsce sprawy trochę się skomplikowały – łapał kierowców na bardzo krótkie dystanse albo czekał nawet półtorej godziny. Po Warszawie planuje odwiedzić Toruń, Wrocław, potem jedzie do Niemiec na spotkanie z przyjacielem, a następnie do Portugalii. Tam ma zamiar wsiąść na statek do Ameryki Południowej. Aby nie płacić na rejs planuje zatrudnić się do pomocy na statku. Jeden z jego planów obejmuje też spędzenie miesiąca na Kubie i szlifowanie salsy kubańskiej. Zresztą jedno z pierwszych pytań Aidosa odnośnie Warszawy brzmiało: Gdzie można tu potańczyć salsę? 🙂

Ja się nawet nakręciłam wspólne wyjście do klubu latino! Może bym coś sobie przypomniała, w końcu rok uczyłam się liniówki w Salsa Libre. Ale Łukasz był nieprzejednany. Zresztą tego wieczoru mieli do nas przyjechać jeszcze goście z Budapesztu – Pal i Melinda, więc postanowiliśmy na nich poczekać. Zaproponowałam planszówki (a jak!), a Aidos powiedział, że przyrządzi kazachski placek. Przy okazji zdradzę kolejną zasadę odnośnie przyjmowania gości – Węgrzy są zawsze mile widziani. Chcemy okazać wdzięczność za to, z jak cudownym przyjęciem spotkaliśmy się na Węgrzech podczas naszej wyprawy. Czyli „Polak Węgier dwa bratanki” w praktyce!

Placek kazachski (niestety nie pamiętam nazwy!) wydaje się prosty w przygotowaniu, choć może to tylko pozory. Ze składników potrzebujemy mleka, mąki i szczypty soli. Pytałam Aidosa o proporcje, ale on to robił zupełnie na oko. Najpierw do miski wlał jakieś pół litra mleka, a potem dopełniał mąką i ugniatał, by się nie lepiło. Finalna konsystencja przypominała w dotyku miękkie ciałko 🙂 Później Aidos formował z ciasta nieduże kule i rozwałkowywał je ekstremalnie cienko. Placuszki smażyliśmy na patelni, po kilkanaście sekund na stronę, aż stały się rumiane i chrupiące. Naprawdę pyszne! My jedliśmy je z mlekiem skondensowanym i dżemem śliwkowym, ale myślę, że tak samo pyszne byłyby z mięskiem lub warzywami.

Jemy kazaski placek

Byliśmy ciekawi nietypowych kazachskich tradycji. Może jakiś sport narodowy? Aidos powiedział nam więcej niż chcieliśmy wiedzieć. Tradycyjna dyscyplina sportowa Kazachstanu to kokpar, czyli coś w rodzaju koziego polo. Jak to w polo, kluczową rolę odgrywają tu konie – w kraju jest ich pod dostatkiem i Kazachowie świetnie jeżdżą konno. Pewną rolę odgrywa też koza. Martwa. W zasadzie nie cała, tylko kadłubek kozy. Przed grą odcina się kozy głowę i nogi i następnie tak przygotowaną kozo-piłkę zawodnicy na koniach mają za zadanie wrzucić do czegoś w rodzaju kamiennej studni zwanej kazanem. Podobno sportu w tej ekstremalnej wersji już się nie praktykuje, ale poniżej można zobaczyć, o czym mowa. Brrr!

Dowiedzieliśmy się też, że Kazachowie to naród herbaciarzy (tak się mówi?). W ciągu dnia Aidos potrafił wypić nawet osiem kubków herbaty, najchętniej z mlekiem. Tradycyjną herbatę w Kazachstanie pije się z masłem z mleka kobyły, ale nie mieliśmy takich specjałów o wątpliwych jak dla mnie walorach smakowych J Aidos wytłumaczył też, że w Kazachstanie, by okazać szacunek gościowi, proponuje się mu herbatę w małych filiżankach i robi częste dolewki. Pytam, czy popełniłam faux pas serwując mu herbatę w dużym kubku? Aidos wyjaśnił, że my się już znamy i nie musimy przestrzegać takich konwenansów. Zresztą dla niego herbaty im więcej, tym lepiej!

Zabawne było też to, że mimo nieprzyjemnej, jesiennej aury, nasz gość nie był fanem komunikacji miejskiej. Jeśli widzieliście biegnącego przez Stare Miasto, Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat twardego zawodnika w czapce i szaliku w niebiesko-żółtych kazachskich barwach, z nieschodzącym z twarzy uśmiechem, to był właśnie on! Po całym dniu takiego biegania, Aidos pełen energii wparował do centrum sportowego, gdzie wynajęliśmy stół do ping-ponga dla naszej piątki i rozegraliśmy turniej. Musimy przyznać, że Aidos był naprawdę dobry, ale tym razem palma pierwszeństwa w mini turnieju trzech narodów przypadła reprezentantowi Polski 🙂 Wybraliśmy się też na nocny spacer po Pradze, a nawet zwiedziliśmy kilka pubów w okolicy, by przekonać się, że w piątek bez rezerwacji ani rusz. Czyżby wszyscy przenieśli się z centrum na Pragę?

Na ping pongu

Smutno było się pożegnać po tych kilku dniach. Jesteśmy w kontakcie z Aidosem, bardzo podobał mu się Toruń i Wrocław, a w tym momencie jest w Austrii. Wszystkim, którzy chcą poczytać o jego wyprawie (i znają rosyjski), polecam bloga Aidosa: http://www.usebigspoon.blogspot.com

Ania Charytoniuk (wpisy: 65)

Kocham podróże, nowe smaki i gry planszowe. Ostatnio przekonałam się do wypraw rowerowych i slow travel. W wolnych chwilach czytam kilka książek naraz, uczę się hiszpańskiego i portugalskiego i oprowadzam Couchsurferów po warszawskiej Pradze.



x
Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Niektóre z nich mogą być zapisane w przeglądarce na Twoim komputerze. Więcej informacji w naszej Polityce w sprawie Cookies.
Śledź nasze wpisy na FacebookuZapisz się na nasz NewsletterSubskrybuj nasz kanał RSS