BANIALUKI

by
Ania & Luki

O poszukiwaniu magicznych śrubek, błądzeniu przez las i zamku w Chęcinach

0

Trasa: Kielce – Chęciny (ok. 35 km, w tym kilka kilometrów krążenia po mieście)

Łączna liczba przejechanych kilometrów: 285

IMG_0428Poranek w Kielcach upłynął nam nietypowo, bo szopingowo. Natknęliśmy się na sklep rowerowy, z którego wyszliśmy z tzw. mapnikiem. Spokojnie, też to słowo znam dopiero od wczoraj, gdy Łukasz mnie uświadomił, że potrzebuję go na mój rower. Jest to po prostu poręczna mała sakwa, którą przypina się do kierownicy i można w niej trzymać przedmioty, których często się używa po drodze, żeby nie trzeba było za każdym razem rozpinać sakw z tyłu i upychać rzeczy na siłę. Zakup udany, ale jednak śrubki dostaliśmy za słabe, by przymocować go do roweru. Zaczęły się poszukiwaniaDSC_0064 sklepów, w których odpowiednio dłuższych śrubek będzie pod dostatkiem. Najpierw wydawało się nam, że gdy totalnie losowo przejedziemy kilka głównych ulic, na pewno taki przybytek znajdziemy, ale nie mogliśmy się bardziej pomylić. Sklepów metalowych po prostu jest coraz mniej, a jeżeli są, trzeba wiedzieć, gdzie ich szukać. Na szczęście przy okazji jeszcze lepiej poznaliśmy Kielce. Ujrzeliśmy na przykład dworzec PKS, czyli miejsce lądowania UFO. Widzieliśmy też nietypową dekorację balkonu w postaci wieka od trumny. Drogę przebiegł nam czarny kot. Nie jestem przesądna. Nie widzę związku 🙂

Ostatecznie po śrubki trzeba było nadrobić trochę drogi do znanego wielkopowierzchniowego sklepu typu DIY, który dzięki nam wzbogacił się o całe 20 groszy. Łukasz stwierdził, że nie ma sensu wracać do centrum tą samą trasą i skonsultował się z GPS-em, który ułożył nam trasę alternatywną. Plansza do przejścia ekstremalnie trudna. Składała się głównie z leśnych traktów, często pod górkę, jeszcze częściej z głębokim piachem i wystającymi korzeniami. Ogólnie spoko na rower górski i niedzielną wycieczkę bez sakw. Średnio, gdy z tyłu wieziesz dobytek życia ważący 20 kilogramów. Ten wybór sprawił, że jakieś 15 kilometrów dłużyło się w nieskończoność. Na szczęście ostatecznie udało się wyjechać na asfalt.

IMG_0459Droga na Chęciny znowu mocno pod górę, ale chyba muszę się do tego przyzwyczaić, bo czekają mnie jeszcze większe wzniesienia w Małopolsce i przy granicy ze Słowacją. W oddali widzieliśmy z drogi zarysy średniowiecznego zamku. Od razu podniosło to moje morale i już po chwili odpoczywaliśmy na chęcińskim ryneczku, a w zasadzie Placu 2 Czerwca, nachylonym względem poziomu o jakieś przynajmniej 10-15 stopni. Nocleg znaleźliśmy nieopodal placu w gospodarstwie, które prowadzi także lekcje jazdy konnej, więc zostawiając na dole rowery przywitaliśmy się z pięknymi konikami i poszliśmy na nocny spacer wokół zamku. Teraz na niego patrzę pisząc ten tekst z balkonu w ciepły letni wieczór. Wiem, że jutro Łukasz mi nie odpuści akcji z Czerska, więc na bank czeka mnie zwiedzanie chęcińskiej twierdzy. A że wygląda naprawdę cudnie, tym razem nie mam nic przeciwko!

 

 

Ania Charytoniuk (wpisy: 65)

Kocham podróże, nowe smaki i gry planszowe. Ostatnio przekonałam się do wypraw rowerowych i slow travel. W wolnych chwilach czytam kilka książek naraz, uczę się hiszpańskiego i portugalskiego i oprowadzam Couchsurferów po warszawskiej Pradze.



x
Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Niektóre z nich mogą być zapisane w przeglądarce na Twoim komputerze. Więcej informacji w naszej Polityce w sprawie Cookies.
Śledź nasze wpisy na FacebookuZapisz się na nasz NewsletterSubskrybuj nasz kanał RSS