BANIALUKI

by
Ania & Luki

Wyprawy do Portugalii dzień pierwszy

0

Trasa: Warszawa – Siekierki – Góra Kalwaria – Czersk – Warka (ok. 70 km)

Właśnie rozbiliśmy namiot w lesie tuż za Warką. Wcześniej przez jezdnię przechodziły dwa gigantyczne łosie, które grzecznie przepuściliśmy i my i samochody. Muszę przyznać, że dzikie zwierzęta i to takich rozmiarów robią naprawdę ogromne wrażenie. Wrażenie robią też chyba nasze sakwy i do granic obciążone rowery, bo co chwila słyszymy pozdrowienia, życzenia „szerokości”, pytania o cel naszej wyprawy.

W Warce odpoczęliśmy przy, a jakże, Warce, w kawiarni na rynku. Wcześniej, w Górze Kalwarii zjedliśmy obiad. I tutaj cenna porada: nie wiedząc, gdzie dobrze zjeść w nowym mieście warto trzymać się następujących zasad:

  • Pytaj o rekomendację ludzi w podobnym wieku lub ubierających się podobnie jak ty. Jest duża szansa, że trafisz na coś, co Ci się spodoba. My trafiliśmy prawdopodobnie do najmodniejszego miejsca w mieście – Stacja Kultury, które jest jednak położone trochę na uboczu.
  • Nawet jeżeli trafisz do fajnego miejsca, a mimo wszystko jesteś w małej miejscowości, nie nakręcaj się zbytnio i nie zamawiaj od razu spaghetti carbonara. W ogóle unikaj jajek na surowo, ryb (o ile nie jest to miejscowość nad wodą) i sałatek. My wzięliśmy bezpieczną opcję – pizzę.
  • W skrajnych przypadkach Twoim przyjacielem niech będzie węgiel w tabletkach.

Droga Wałem nad Wisłą – miejscami bardzo wąska ścieżka, szerokości opony roweru. Ludzie jadą oczywiście z obu stron. Spotkaliśmy też po drodze dziarskiego dziadka, który na rowerze wiózł przenośne radyjko i przygrywał sobie hity typu „Sun of Jamaica”, w zasadzie kilka piosenek na zmianę. Miałam wrażenie, że za każdym razem, jak chcemy go wyprzedzić, to jedzie szybciej, a jak chcemy się zatrzymać, żeby natrętna muzyczka oddaliła się od nas, on także ma ochotę na przerwę. Na szczęście wkrótce go zgubiliśmy.

Góra Kalwaria – wiadomo już skąd wzięła swą nazwę, bo wjechać do miasta na rowerach z kilkunastokilogramowymi sakwami po prostu nie ma szans. Pozostaje pchanie pod górę. Po drodze pytałam Luke, czy ta Góra Kalwaria to może jakieś znane sanktuarium. Łukasz zabłysnął mówiąc:

Sanktuarium to chyba nie, ale na pewno mają tam eventy pasyjne.

Grunt to pytać eksperta.

W Czersku z kolei przeszliśmy poważną kłótnię życia, związaną z faktem, że nie chciałam zwiedzać zamku, żeby dotrzeć do Warki o normalnej porze. Łukasz oczywiście na to zwiedzanie bardzo się upierał. Nic nie poradzę na to, że nie fascynuję się militariami i twierdzami obronnymi i średnio chce mi się udawać, że jest inaczej.

Później miałam załamkę dnia, bo trafiliśmy na mega piaszczystą drogę, na której zapadały się nasze rowery, trzeba było je prowadzić, a i to z marnym skutkiem. Daję słowo, że czasem pchałam rower z całej siły, a on ani drgnął. Łukasz musiał więc na zmianę prowadzić oba. Potem na domiar złego trafiliśmy na ruchliwą drogę na Sandomierz, po której zasuwały z wysoką prędkością ciężarówki, PKSy, czasem nawet TIRy. Niby tylko 6 km, ale zaciskałam dłonie na kierownicy tak mocno, że potem przez dłuższy czas nie mogłam ich rozprostować, wyglądając jak Chandler, który cały dzień grał w Ms. Pacman.

Nasz namiot chyba próbują szturmować różne owady. W pobliżu mogą też być te łosie – szły w tę samą stronę, co my. Słyszę przejeżdżające pobliską drogą samochody i chyba powoli dociera do mnie dzisiejsze zmęczenie. Dobranoc!

Ania Charytoniuk (wpisy: 65)

Kocham podróże, nowe smaki i gry planszowe. Ostatnio przekonałam się do wypraw rowerowych i slow travel. W wolnych chwilach czytam kilka książek naraz, uczę się hiszpańskiego i portugalskiego i oprowadzam Couchsurferów po warszawskiej Pradze.



x
Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Niektóre z nich mogą być zapisane w przeglądarce na Twoim komputerze. Więcej informacji w naszej Polityce w sprawie Cookies.
Śledź nasze wpisy na FacebookuZapisz się na nasz NewsletterSubskrybuj nasz kanał RSS